2012-05-11 23:14:52
2012-05-06 01:32:38

Ty

tchórzu. skomentuj (1)
2012-04-02 17:39:32

Atak irytacji.

Mam taki pomysł: pożyczę idęę od Pani Prześcieradło spod Agory i stanę pod siedzibą HBO z płachtą zapisaną (obawiam się, że drobnym drukiem) takim oto oświadczeniem:

Drogie HBO.

Bardzo lubię wasze seriale. Często nawet wolę wasze seriale.
Jestem pełnoletnią, zarabiającą na siebie i rodzinę osobą, płacącą podatki.
Kiepsko się czuję z tym, że wasze nowe seriale (które bardzo lubię, nawet wolę) muszę rżnąć z torrentów.
Bardzo chciałabym wam zapłacić (moimi całkiem legalnymi pieniędzmi) za możliwość ściągania tych seriali od was.
Nie, nie chcę czekać na dvd.
Nie, nie chcę czekać w ogóle.
Chcę je móc ściągać w momencie premiery, jak zwierzę.
Chcę zapłacić wam, nie pośrednikowi, kablówce i panu portierowi. I nie chcę iść do łóżka z pośrednikiem, kablówką i panem portierem. Chcę z wami.
Mogę zapłacić więcej, za przywilej nie bycia uwiązaną do konkretnej kablówki i abonamentu. Chcecie? Mogę. To fajny deal, serio.
Nie chcę być przymuszana do oglądania seriali z lektorem i/lub napisami. Chcę móc wybrać. Tak, jak wybieram, czy słodzę, czy nie.
Drogie HBO, czy możecie ze mnie zrobić uczciwą kobietę?

buziaczki.
skomentuj (5)
2012-03-30 09:42:13

Jutro.

Start.

szopy

Rok.
szopy

Dwa.
szopy

Trzy.
szopy

Mam fantastyczne dzieci. Między innymi;)
skomentuj (9)
2012-03-14 23:53:58

Skoro nie ja, to może ktoś.

"Otóż uważałem, i trzymam się tej tezy nadal, że rodacy mają zasadniczy i fundamentalny problem z poczuciem humoru, że owszem, są bardzo dowcipni oraz skorzy do żartów, lecz żarty owe i dowcipy zazwyczaj lewitują w okolicach nie koszar nawet, ale kibla, że dowcip polski jest raczej proweniencji kloacznej, że bardziej skatologia przemawia do polskiej wrażliwości niż ironia, w ogóle coś takiego jak ironia na gruncie polskim słabo się przyjmuje, Polacy ironii są pozbawieni, ironii nie rozumieją, dowcipy z kibla jak najbardziej." skomentuj (3)
2012-03-14 19:33:31

Przykro mi, blogusiu

...ale jakby nie bardzo już widzę w tobie sens. '

Sens widzę, owszem, ogólnie. I nadal pisanie bywa dobrym wentylkiem.
Ale zestarzałaś mi się formuło.
Na pociechę powiem ci - nie ty jedna, nie tylko tutaj, nie tylko w tej kwestii.

A może to takie owakie przesilenie jest. skomentuj (0)
2012-03-11 02:13:42

i siwy ma czub.

http://www.youtube.com/watch?v=-DR0cH1Y3HA&list=FLhdhS-LNUwlhpXLZ_pGeBTQ&index=16&feature=plpp_video skomentuj (0)
2012-01-03 02:16:05

Kasia.

Dwa lata różnicy. Wspólny ojciec, z jednej strony rodzony, z drugiej - chrzestny.
Śliczna, od dziecka. My pielęgnowałyśmy pryszcze, niezgrabne gesty, szczenięcy tłusczyk, chudość nastolatek, ciężkie szczęki, sterczące pasma włosów.

Kasia - nic z tych rzeczy. Skóra - kawa z mlekiem. Nogi do samej  szyi. Oczy i włosy w jednakowym, ciemnym, gwiezdnym kolorze. Nie chodziła, tańczyła. Nie zdążyła się roztyć, zmizernieć, spospolicieć.

Aplauz, zatrzymany ruch na ulicy, gdziekolwiek przeszła. Męskie serca, seryjnie połamane, damskie - chore z zazdrosci i/albo uwielbienia.

Mądra, za mądra. Czytała, słuchała, wiedziała. Pisałą, zauważała, oceniała.

Różnica wieku, a od Niej łyknęłam - Colette, Łysiaka, Politykę.

Trzy spore, okrągłe puszki po duńskich ciasteczkach, pełne listów. Odkąd nauczyłyśmy się pisać. Kartki - z rysunkami, wykresami, spisami, wyklejankami, kolorowankami.
Historie wstecz i do przodu, w marzeniach. "Wiesz, on mnie nic nie obchodzi. Naprawdę. Nie zwracam na niego uwagi, wiesz."

Zbieranie ślimaków, liczenie ogłupiałych chłopców, suszenie kwiatków.

Siódma klasa: "Opisz osobę, która wpłynęła na twoje życie".

Piątkę dostałam. (żaden cymes, zawsze dostawałam piątki. Ale tę pamiętam.)

Liceum.

Literackie tricki i chwyty, na tysiącu zapisanych arkuszy. Z kalkomanią. Z motylkiem. Z serduszkiem.

- Śpisz?
- Nie.
- Boisz się?
- Tak.
- Ja też.
- To daj rękę.
- Tu jestem. Ty gdzie?

Jasne, że zazdrościłam, chciałam dla siebie.
Uczciwie - podziw i miłośc były silniejsze.

Nagle, wtem, niesprawiedliwie.

Choroba, strach, brak nadziei.

- Ciociu, jak Kasia?
- ...

Wyszła z tego. Jeszcze mądrzejsza, jeszcze ładniejsza.



Przypadkowe spotkanie między moimi seryjnymi odmianami losów. Śliczna, jak nigdy.

- Kaśka!
- Ola?
- Jezus, ale wyglądasz. Ty gwiazdo, ty.
- Czemu nie piszesz? Wyjechałaś, tak?
- Czekają na ciebie.
- Machają do ciebie. Napiszesz?
- Odezwiesz się?

Przytulenie, na sekundę.

Egzotyczna wyspa. Pół roku później.
W nocy bezsensownie wypadam z domu przy plaży i krążę po piasku, jak tygrys po klatce.
Bez sensu.
To był dokładnie ten dzień, tak, wiem, nie mogłam wiedzieć.

Dwa tygodnie później. Dom. Dwie kreski.


- Nie chciałam ci mówić wtedy....




Wrocławska droga, słup, ford owinięty wokół słupa. Co komu pisane, to śmierć go nie minie.
Nawet nie zdążyła się przestraszyć.
Jak mieliśmy ci dać znać?
Co byś zrobiła, wróciła?


Jedna kreska.

Dwa miesiące.

Po trzech godzinach krążenia po cmentarzu - nie znalazłam - rzuciłam bukiet na przypadkową płytę.
Nie znalazłam Twojego grobu.
Może im się przywidziało, skłamało?
Może żyjesz?

Co oni wiedzą. Pamiętam.

skomentuj (5)
2011-12-10 01:21:55

Adam.

Zazdroszcze mu i wkurwiam się zazdrośnie, bo on nie stchórzył, wytrwał, został w tym niby- nierokującym mieście i zrobił tak, że miasto jest z niego dumne i zawdzięcza mu.

A ja co?

A ja dałam dupy, uciekłam, kiedy zrobiło się zbyt trudno, spieprzyłam przy pierwszych bólach toksycznej miłości i pierwszej myśli, że z pracą będzie ciężko, Warszawa dała mi chleb i emocje, dlatego teraz nie mam prawa wkurzać się o zmiany nazw ulic i placów TAM, durne decyzje Rady Miasta, nie mam prawa ekscytować się promocją, edycją i sukcesem, dyskutować o nowym centrum handlowym, nawet kiedy czuję pod stopą nierówny bruk Narutowicza i postrzelane pomorzańskie chodniki - czuję się jak zdradzająca żona, która sprawdza, czy świeci się w oknie byłego męża.
Nie mam prawa do nostalgii i tęsknoty, to był mój wybór i konsekwencje też są moje.

A on tam został, mógł, a nie uciekł, pracował jak wół i się dopracował.

Chce mi się płakać, kiedy widzę ciemne kręgi pod jego oczami, kiedy widzę, że jest na skraju wyczerpania, kiedy wiem, że tyra ponad siły w dwóch światach, tym scenicznym i tym ujętym w przepisy.

Chce mi się pęknąć z dumy, kiedy kwadrans później roznosi budę iwszystkich obecnych w drobiazgi.

Chce mi się jebnąć na odlew namolnemu fanowi, który ciągnie go na melanż, odwal się od niego, nie widzisz, jaki jest zmęczony?

(milczę, nie mam prawa)

Bujam bioderkiem w środku tłumu, gdzie tak bardzo zawyżam średnią wieku.
Jak on wyrósł,  jaki jest dzielny, fajny, mądry.
Och, nieważne, łatwo sie ostatnio wzruszam, o byle co, oraz - objaw starzenia, chciałabym mieć bliskich blisko, częściej, niż raz na parę miesięcy.
Trochę tęsknię, no i co.

Nie pytaj nas,dokąd i skąd. skomentuj (5)
2011-11-28 23:54:29

Grypa.

Pare dni temu chodzily mi po glowie jakies metne wynurzenia, cos o tym, ze jest tak, że mogłoby się nie zmieniać. Że nie chcę nic więcej, nigdy,, nie potrzebuję, nie wymagam - chcę tylko, żeby nie było mniej, chcę stałego poziomu, bo doceniam każdy łyk. Że zadowala mnie idealnie to, co mam, że chcę to zachować, hołubic, konserwować i cieszyć się tym, ile się da. Jak długo się da.

I przecież nic się nie stało, to tylko zwykła grypa. Grypa nic nie zmienia. Nic nie przekreśla. Ogólny obraz pozostaje równie jasny i radosny, a a wiem, że te łzy, które mi teraz lecą, rozgorączkowane policzki, zasmarkany jak od szlochu nos - to nic, to nic.

Szkoda mi tylko tego czasu, który upłynie na rekonwalescencji. Szkoda mi każdego dnia. Na mozolne wydobywanie się z gorączki, stuporu, braku apetytu na życie, przepraszam, na ziemniaczki, na pozbywanie się poczucia, że jestem okropnym, mówiącym przez nos tołubkiem, brzydkim od choroby, że to moja wina, moja, trzeba było założyć szalik i ciepłe gacie i nie chodzić tam, gdzie ktoś może podrzucić ci wirusa, bo to przyjemne, gorączkowe podekscytowanie zawsze kończy się bólem. Bólem gardła, tak.

Ja nie mam czasu na choroby i na żmudne z nich wyłażenie, ja nie chcę, nienawidzę się tak czuć, słaba, bezradna, odsłonięta, zmaltretowana i obolała do kości. Jakby mnie ktoś pobił, poszarpał, wytrzaskał po buzi, bolą włosy, powieki, boli każda myśl. To takie upokarzające, kiedy ciało i mózg odmawiają ci posłuszeństwa, do którego przywykłaś, chcesz ruszyć szybkim krokiem, wyrwać do przodu, nie pamiętać, że gripex wywołuje koszmarne sny, chcesz to mieć już za sobą, jeszcze się nie skończyło, a ty już chcesz zapomnieć i nic nie możesz zrobić, nic.

Ale to tylko grypa, pamiętasz? Grypa. Na to się nie umiera. Poboli i minie.

Nadchodzi zima. skomentuj (1)
2011-11-26 17:25:45

Siostry Mitford/O'Shaughnessy - kurtyna.

Odkąd przeczytałam trylogię:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/68578/szczescie-w-san-miniato
- szukałam dowodów na potwierdzenie tezy, która urodziła mi się w głowie.
Szło kulawo, pewnie dlatego, że znajomość francuskiego wyniesiona z liceum nie przynosi mi chluby.
WTEM:

http://www.ina.fr/art-et-culture/litterature/video/CPB86007381/les-livres-du-mois.fr.html



Oczywiście - francuski kulawy, więc dobra dusza naprędce przetłumaczyła:

"D'Ormesson mowi o swojej nowej książce ""Tous les hommes en sont fous", drugiej części trylogii dziejącej sie w czasach, (szczycie?)  faszyzmu, opowiadającej o zyciu  czterech siostr, krwi irlandziej, rosyjskiej i włoskiej - powieść częściowo inspirowana jest życiem sióstr Mitford"

Jaram się, jakbym dostała prezent:)
Serdeczne podziękowania dla http://beaulieu.blip.pl/ :) skomentuj (0)
2011-10-20 03:21:21

But I am older now - And we did it when we were young

Ten moment między dorastaniem, a dorośnięciem.
Masz okragłości i gesty kobiety, ale twarz i mentalność dziewczynki.
Jesteś głupio dumna z prawa wypożyczania książek z biblioteki dla dorosłych, ale kiedy pytają cię niewinnie "Co czytasz?" mówisz chrypliwie i na przydechu: "książki".

Jesteś bezgranicznie głupia, w środku rodzinnego obiadu z satysfakcją oznajmiasz stołownikom, że przepłynęłaś dziś w poprzek dwukilometrowe jezioro, z przyjemnością rejestrujesz grozę na twarzach, napawasz się wściekłymi pytaniami, wyrzutami i wymierzoną karą.

Ani słowa o tym, że kiedy rzuciłaś rower na piaszczystą łachę, skopałaś z nóg przybrudzone tenisówki, wyplątałaś się z absurdalnej sukienki-fartuszka i w nietwarzowym bikini, obojętna na śmiechy i gwizdy z pomostu, powoli poszłaś w wodę, wyuczonym ruchem związując na czubku głowy długie, brzydkie, rude pasma...

...to był triumf, złowienie nieprzytomnego spojrzenia dwudziestolatka, nagła cisza na pomoście, miarowe ruchy ramion przez dwa kilometry i z powrotem, na brzegu podany i przytrzymany przez zdurniałą świtę (a byłąm cudownie i bez kokieterii brzydka, chuda, ruda, zgarbiona i wkurwiona na świat, zero charme'u i kokieterii) rower, sukienka ładnie złożona i wpasowana w bagażnik, ośmiu patrzy na twój dumny odjazd z plaży, jesteś zła na siebie, może dlatego po południu, przy stole cynicznie wyjeżdżasz z newsem, że.
- Oszalałaś?
- (pełen satysfakcji uśmiech, milczenie zwycięzcy).

(Tego lata udawałam głuchą i ślepą ilekroć go spotkałam, mijaliśmy się na ulicach poniemieckiego miasteczka, czasem zawracał, szedł obok i zagadywał, milczałam, zduszona, jak to głupie, nastoletnie gęsi, cierpliwie odprowadzał mnie az do parku, raz nawet zaproponował, że poniesie reklamówkę z bibliotecznymi książkami, niezdolna wtedy nawet do namiastki flirtu zaburczałam "Nie", tylko się zaśmiał i zapytał, kiedy przyjadę popływać. Srsly, całą noc nie spałam po tym pytaniu).

- Nie pojedziesz na żaden obóz. Jesteś kompletnie nieodpowiedzialna!
- (wyzywające milczenie, chociaż drży broda, taka jestem twarda, po tygodniu głodówki i nadętej ciszy - zniecierpliwiona strzeliła ślicznymi zielonymi oczyma i powiedziała: - Dobrze, możesz jechać, rób co chcesz)

Nie chcę myśleć, co myślała, kiedy patykowata szesnastolatka w mundurku, z którego zdążyła przez miesiąc wyrosnąć, o poranku wparowała do mieszkania, w progu zrzuciła plecak i bez powitania rzuciła się do łazienki, rzygając, płacząc, rzygając, da capo al fine.

Obawiam się, że za parenaście lat karma nastraszy mnie co najmniej równo, choć wtedy wróciłam nietknięta i niepocałowana, winę ponosił paprykarz szczeciński, który solennie wyrzygałam w szczecińskie sanitariaty, a we wrześniu zaplotłam warkocz, obstrzępiłam nogawki jeansow, naprędce wymalowałam pacyfę na torbie i poszłam do liceum.
Sądzę, że jej ulżyło. skomentuj (9)
2011-10-15 02:33:09

And the history books forgot about us - And the bible didn't mention us

Przepychanki, kolorowanki, wycinanki, królewny, kasztelanki.

Jedzenie, palenie, pierdolenie, zmartwienie.

Zejść, wejść, obejść, wyjść, zajść, przejść, odejść.

Picie, wycie, życie, skrycie, odkrycie.

Fraza, faza, obraza, gastrofaza.

Kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuje.

(Żartuję, żartujesz, żartowałam)

Pisanie, płakanie, kochanie, uciekanie.

Zmęczenie, rozczulenie, skostnienie, zrozumienie.

Złość, gość, miłość.

Zostań, przestań,

Dreszcz, deszcz, foch i szloch.
skomentuj (0)
2011-10-02 00:08:54

Najciemniej pod latarnią.

Mów dużo, zdradzaj jak najwięcej pozornie istotnych detali - możesz pod tym ukryć wszystko - nieślubne dziecko, słonia i kołderkę, śmiertelną chorobę i nieśmiertelne przerażenie oraz to, że jeżeli chodzi o Boga to -  chłopaki - Ona jest czarna! skomentuj (2)
2011-09-22 01:02:30

Cztery lata.

I ciągle tak:


  skomentuj (2)